Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Bańkonomia i przyszłość nieruchomości

Ekonomia jest jak malarstwo Moneta. Stojąc zbyt blisko, widzisz tylko mnóstwo przypadkowych uderzeń pędzla. Ale jeśli cofniesz się kilka kroków – wyłoni się obraz.

Malarstwo bańkonomii zaczęło się we wrześniu 1985 r. wraz z Porozumieniem La Plaza, zawartym przez 5 krajów. Umówiły się, że będą manipulować dominującymi wówczas na świecie walutami. Japonia cieszyła się z 50% dewaluacji dolara amerykańskiego w stosunku do jena, dzięki której jej obywatele w sztuczny sposób się bogacili.


Konsekwencje tej bańki wciąż jeszcze trzeba naprawiać. 20 lat fiskalnej i monetarnej akomodacji sprawiło, że Japonia jest w światowej czołówce, jeśli chodzi o stosunek krajowego zadłużenia do PKB.


Kolejna wielka bańka: internetowa, generująca w USA, w latach 90., ogromne bogactwo. Co ważniejsze, rozpoczęła ona epokę, w której dochody i oszczędzanie stały się przestarzałe – teraz każdy mógł się utrzymać i iść na emeryturę dzięki niekończącej się aprecjacji aktywów. Kiedy ta bańka pękła, pojawił się Greenspan z kolejną: kredytów subprime, matką wszystkich baniek. To niesamowite, ale wkrótce przeskoczy ją „bańka dochodów" Bernankego i Yellen.


W Europie warzyła się bańka euro. Krajom podwyższonego ryzyka pozwolono się zapożyczać, na tej samej zasadzie, na jakiej w USA pomywacz dostawał kredyt na zakup McRezydencji. Przez to, takie gospodarki, jak Grecja, były w stanie importować siłę roboczą, aby pracowała, podczas gdy obywatele pobierali imponujące emerytury i zapełniali kawiarnie. Nikt się nie zastanawiał, jak te długi będą spłacone.


Gigantyczna globalna bańka finansowa miała swych mimowolnych beneficjentów. Chiny, Indie i inne rynki wschodzące zapewne nigdy nie cieszyłyby się dwucyfrowym wzrostem bez zalewającego je kapitału z państw rozwiniętych i importu miejsc pracy przez bogacący się na aktywach Zachód. Takie kraje, jak Australia i Brazylia, skorzystały na dostarczaniu surowców, zasilających bańki.
Obraz Moneta staje się całkiem wyraźny. Współczesny świat to nie gospodarki, tylko bańki. Nie ma kraju, który nie walczyłby o przetrwanie za pomocą jakiegoś „planu stymulacyjnego" czy nie czekałby na „program ratunkowy". Dla każdego, kto tego nie wypiera, jest jasne, że żaden centralny bankier nie ma realnego rozwiązania i nikt nie ma ochoty cierpieć. W rzeczywistości, nie ma stymulacji. Jest jedynie ciągła gra w pożyczanie przez rządy i drukowanie przez banki centralne, aby chłopi nie chwycili za widły.


Stymulacja to inwestowanie w coś, co ma przyszłą wartość produkcyjną przy obecnych kosztach. Bańka to stwarzanie pseudopopytu na coś, czego nie potrzebujemy i umożliwienie zaspokojenia go za pomocą długu i lewarowania, na które nas nie stać. Program ratunkowy to przedłużenie bańki przy użyciu nowo wykreowanego pieniądza i/lub jeszcze większego długu, żeby spłacić stare zobowiązania. Wygląda to jak wielka piramida finansowa.


Jak do tego obrazka mają się nieruchomości? Przez przynajmniej dwie ostanie dekady rynek nieruchomości nie był niczym innym, jak produktem baniek. I zapowiada się, że jego przyszłość zależy od tego, co zamierzają zrobić wszechmocni twórcy polityki. Yellen, która nie ma ochoty skryć się w cieniu poluzowań monetarnych przeprowadzanych przez jej poprzedników, ogłasza własne strategie i terminologię. Promuje „politykę makroostrożnościową". To dawno zapomniany termin. Znalazłem jego dobre wyjaśnienie w interesującym i zupełnie niepraktycznym opracowaniu MFW. Kogo Yellen chce nabrać, oprócz siebie?


Naprawdę myśli, że rozumie, o co tu chodzi, ma niezbędne narzędzia i wie, jak wdrożyć te wszystkie skomplikowane, niedowiedzione teorie na temat prawdziwego świata? Nieważne, czy to mikropoluzowanie, czy makroostrożność, Fed, kiedy potrzebuje, sięga po prostu po akomodację...

 

 

Na podst. Bubblenomics and the Future of Real Estate, www.acting-man.com

Polityka prywatności