Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Zestresowany? To nowa norma.

Wydawać by się mogło, że wraz z początkiem 2012 r. większość ludzi odpowiedziałaby twierdząco na pytanie, czy czują się w obecnym czasie zestresowani. Lecz kiedy Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne postawiło zbadać tę kwestię, wyniki okazało się zaskakujące.

Mimo, iż 22 % Amerykanów opisało siebie jako „bardzo zestresowanych", to, gdy porównano te dane z poprzednimi latami, okazało się, że mierzony poziom stresu stopniowo obniżył się w ciągu ostatnich pięciu lat, od kiedy to ATP zaczęło prowadzić swoje badania.

Dla przykładu w 2007 r., kiedy ATP po raz pierwszy przeprowadziło badania, bycie „bardzo zestresowanymi" deklarowało aż 32%. A przecież był to środek boomu ekonomicznego. Nawet jeszcze latem 2008 r. pełny rozkwit kryzysu wydawał się mało prawdopodobny i nikt nie spodziewał się upadku Lehman Brothers. Ostatniej jesieni poziom bezrobocia w USA wynosił ponad 9 % – dwukrotnie więcej niż w najbardziej stresującym – wedle badań – okresie lata 2007 r.

Istnieje oczywiście parę teorii próbujących wyjaśnić zagadkowe wyniki tych badań. Najciekawsza wydaje się ta, podana przez kilku psychologów, która głosi, że po pięciu długich latach finansowego zamętu Amerykanie być może przyzwyczaili się do wstrząsów. Czyli – idąc dalej za tym wyjaśnieniem – niestabilna sytuacja ekonomiczna, która w sposób oczywisty przyczynia się do powstawania w społeczeństwie dużego stresu, trwając permanentnie, stopniowo zatraca swą zdolność wytrącania ludzi z równowagi.

15 lat temu autorka artykułu żyła w Tokio. Był to czas, w którym banki japońskie, do niedawna będące ostoją pewności, zaczęły upadać. Dla kultury, w której człowiek wiąże się na całe życie z jedną firmą a bezrobocie stanowi temat tabu, było to naprawdę straszne i powodowało prawdopodobnie niewyobrażalne dla nas natężenie stresu w ludziach. Kiedy jednak Gillian Tett wróciła tam po 2000 r. była zdziwiona tym, jak zmieniło się podejście jej japońskich przyjaciół. Ci sami ludzie, którzy parę lat wcześniej byli śmiertelnie przerażeni wizją utraty pracy, odkryli, że gdy już wydarzy się to najgorsze, są w stanie przetrwać.

Coś podobnego może się teraz dziać w Ameryce i Europie. Po upadku Związku Radzieckiego wydawało się, że ostatecznie zatryumfował zachodni kapitalizm. Zaufanie do większości zachodnich instytucji było wysokie. Ekonomiści czasem mówią o erze „wielkiej stabilności": bardzo niska inflacja, względnie dobry wzrost, sam kapitalizm zaś – łagodny. Jednak, gdy wrażenie, czy może raczej – złudzenie – stabilności prysło, to samo stało się z zaufaniem. Edelman, grupa PR, przeprowadziła fascynujące badania, które pokazały, że gdy w 2007 r. 65% Amerykanów ufało swoim bankom, w tej chwili można to powiedzieć już tylko o 35 %. Podobnie ma się rzecz z ich zaufaniem do rządu i biznesu. Jedynym sektorem, który po 2007 r. wciąż cieszy się dużym zaufaniem jest technologia: wielu badanych woli teraz samemu szukać odpowiedzi na swoje wątpliwości w mediach społecznościowych, niż zdawać się na opinie „ekspertów" w postaci polityków czy liderów biznesu.

Ten wszechobecny brak zaufania ma z pewnością wiele cech negatywnych, jednak posiada też pewne zalety. Po tym, jak już utraciło się wiarę w to, co do tej pory wydawało się wiarygodne, kolejne fatalne posunięcia polityków, czy dziwaczne zawirowania ekonomii, nie wywołają już takiego stresu. Ludzie z wolna zaczynają się przystosowywać do bardziej niepewnego świata.

Dla pokolenia, które właśnie wchodzi na rynek pracy, taka niepewność może się stać wręcz nową normą. Kiedy autorka spotkała się ze studentami z Ameryki, Europy i Azji podczas konferencji w London School of Economics, nie opisywali oni już siebie jako „Pokolenia X, Y, czy Z", zamiast tego mówiąc o sobie, że są „Płynną Generacją" lub „Gen Flux". „Akceptujemy zmianę i płynność" – wyznał szczerze jeden z nich – „nawet cieszymy się nimi." Oczywiście, trudno tę młodzież uznać za typowych przedstawicieli ich pokolenia – posiada ona możliwości, o jakich większość rówieśników może tylko pomarzyć – tym niemniej przyjęcie „Gen Flux" może być dobrym pomysłem dla ludzi, którzy przez większą część swej kariery zawodowej żyli w świecie, który wydawał się stabilny, obecnie zaś może stać się przyczyną całkiem sporego stresu.

Na podstawie artykułu Gillian Tett, który ukazał się w „Financial Times".

Polityka prywatności