Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Wychodzenie z siebie

Fragmenty tygodniowego komentarza: W poszukiwaniu trendu „Emocjonalna amnezja”

Ci z Państwa, którzy czytywaliście niegdyś prehistoryczny Przekrój, pamiętacie zapewne króciutkie teksty o Wacusiu, które tworzyły sagę rodu Falczaków i które pojawiały się zawsze na ostatniej stronie. Ich zwykle zabawny i pouczający ton sprawiał, że czytanie tej strony okraszone było zawsze dużą dozą dobrego humoru, nawet po wielu latach.

Bo czyż nie piękną była definicja opery „jako gatunku scenicznego, w którym facet pchnięty sztyletem, zamiast krwawic śpiewa”? Albo stwierdzenie, że Falczakowa „cierpi na jednoczesną obstrukcję myśli i biegunkę słowa”?

 

Tak zwane życiowe mądrości mają przy tym to do siebie, że można je dość swobodnie parafrazować na różne wygodne potrzeby bez większego uszczerbku dla ich głębokiego sensu. Na szczęście, bo tak się bowiem składa, że większość z nas - inwestorów - cierpi na syndrom niedotlenionej blondynki, który – używając języka Falczaka – polega na obstrukcji racjonalnych przemyśleń przy jednoczesnej  biegunce rynkowych emocji.

Mówiąc inaczej, wystarczają nam skróty myślowe i to tak długo, jak tylko dobrze się z nimi czujemy, a medialny szum i marketingowe praktyki tylko nam w tym pomagają. Brak czasu i nasze ludzkie ułomności zresztą też.

 

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że zwykle - nawet z wiekiem - nie wyciągamy niezbędnych wniosków z naszych wcześniejszych emocjonalnych zachowań, ślepo brnąc w pułapkę własnej emocjonalnej amnezji (niektórzy, ze zrozumiałych powodów, wyraźnie preferują zdecydowanie bardziej romantyczne określenie „przerostu ambicji serca nad umysłem”).

A jeżeli tak, to wszystkich nas czeka poważna praca domowa do odrobienia, a my proponujemy aby to nasze przekuwanie inwestorskich charakterów odbywało się wspólnie i razem z nami, jak na prawdziwie uzależnionych (AA plus A) skutecznie przystaje.

 

Wracając ponownie do rozgrzebanego wcześniej tematu, pewna zbyt dobrze nam znana belferka od historii, sfrustrowana uczniowską bez pamięcią dla sucho podanych fragmentów z mniej lub bardziej oddalonej przeszłości, zwykła wtedy mówić, że chyba zaraz „wyjdzie z siebie”.

I w swojej kompletnej finansowej nieświadomości (bo przez 4 lata ani razu nie wspomniała, że w historii to tak naprawdę chodzi „prawie” wyłącznie o seks, władzę i … pieniądze) wkuwała nam wtedy do głowy chyba możliwie najlepszą receptę na inwestycyjny sukces: 

  • wyjdź z siebie
  • stań na chwilę z boku
  • spojrzyj zupełnie bez emocji na rynkową paradę piękności
  • przyłóż dobrze sprawdzoną miarę do inwestycyjnego piękna

i dopiero wtedy …

  • podejmij możliwie najbardziej rozsądną decyzję inwestycyjną

I w ten sposób dochodzimy powoli do naszego memesowego pomysłu na wygranie życiowego konkursu tańca na giełdowym parkiecie: podążaj zawsze za trendem, bo bez względu na to, co sam myślisz i czujesz, o twoim zarabianiu i o twoich stratach i tak ostatecznie zadecyduje siła nabywcza inwestorskiej większości.

 

Tymczasem z racjonalnością tej większości różnie bywa, bo jak obliczyli naukowcy z Duke University, 40% naszych wszystkich decyzji – w tym także finansowych – opartych jest o zwyczaje i nawyki, co pozostawia już tylko 60% łącznie na rozsądek i emocje, a te – jak często przekonujemy się na naszej własnej inwestycyjnej skórze – potrafią nas łatwo owinąć, razem z naszym rozsądkiem, dookoła swojego źle wskazującego paluszka.

 

Dlatego właśnie uważamy, że spokojne analizowanie rynkowych trendów, poparte dobrym zrozumieniem ich makroekonomicznej genezy oraz towarzyszącej im na każdym kroku medialnej twórczości, daje nam realną szansę na wolny od emocji i jednocześnie ponadprzeciętny zwrot na naszym inwestycyjnym kapitale.

Używając przy tym slangu zaczerpniętego z ekonomii behawioralnej, memesowska koncepcja podwójnej osobowości sprawia, że nasza inwestycyjna jaźń beztrosko współżyje z emocjonalną rozpustą pozarynkowej codzienności.

Polityka prywatności