Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Mafia węglowa

„Polskim górnictwem rządzi mafia” – za tę wypowiedź Bogusław Ziętek, szef związku zawodowego Sierpień 80, został skazany na grzywnę. A przecież mniej więcej to samo powtarzają od lat ludzie znający się na rzeczy. Już za prezydentury Lecha Wałęsy związkowcy z „Solidarności” alarmowali, że w górnictwie źle się dzieje - kwitną lewe interesy, traci skarb państwa. Czy przez lata coś się zmieniło?

 

 Wielka fala nadużyć wezbrała w latach 1994-98. Nie można powiedzieć, że nikt jej nie dostrzegał. W 1995 r. ukazał się raport naukowców z PAN o chorym systemie pośrednictwa w handlu węglem, zawyżaniu cen, obniżaniu parametrów jakościowych.  Na decydentach nie zrobiło to wrażenia. Kolejny raport o patologii w tej dziedzinie, opracowany przez Międzyresortowe Centrum ds. Przestępczości Zorganizowanej i Międzynarodowego Terroryzmu, był reakcją na katastrofę w jastrzębskiej kopalni Jas-Mos w 2002 r., w której zginęło dziesięciu górników. Po tragedii wyszły na jaw karygodne zaniedbania, choć prokuratura uznała, że zawiniła jedna z ofiar. Ale tamten raport, zamówiony przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, Krzysztofa Janika, zaginął w niewyjaśnionych okolicznościach…

 

Recepta na przekręt

Po ponad 20 latach nieprzerwanych afer węglowych mamy sporą wiedzę o ich mechanizmach.

„Na klasówkę” – pośrednicy kupują od kopalni węgiel niskiej klasy, fałszują świadectwa, po czym sprzedają go po atrakcyjnej cenie elektrociepłowniom, hutom i innym hurtowym odbiorcom jako towar dobry jakościowo. Proceder „popychają” łapówki dla odbiorców.   

„Na odroczenie” – odbiorcy końcowi płacą natychmiast za dostarczony węgiel, ale pośrednicy załatwiają sobie odroczone terminy płatności. W efekcie przez dłuższy czas obracają cudzymi milionami. Mistrzynią w tej dyscyplinie była Barbara Kmiecik, słynna śląska „Alexis”, która pośredniczyła w handlu węglem, otrzymując 10 proc. prowizji od transakcji (jej konkurenci mogli liczyć na 3 proc.).

 

„Na bankruta” albo „na słupa” – kopalnia dostarcza węgiel, ale pośrednik nie płaci, bo właśnie ogłosił bankructwo, co nie przeszkodzi mu założyć wkrótce nowej spółki. Inny wariant: za łapówkę wierzyciel rezygnuje z dochodzenia roszczeń. Z biegiem lat pośrednicy wycwanili się: zakładali kolejne spółki „na słupa”.

„Na złom” – kopalnia sprzedaje na złom wyeksploatowany, stary sprzęt, który jednak w zdumiewający sposób wraca do użytku jako nowy, często wraz z kontraktem z zaprzyjaźnioną firmą na serwisowanie.

Kopalnie oplata sieć żerujących na nich spółek, nierzadko zakładanych przez związkowców. Nagminnie zdarzają się lewe przetargi i płacenie za prace, które nigdy nie zostały wykonane. Po katastrofie w kopalni Halemba (2006 r.), w której zginęło 23 górników, stanęło przed sądem 20 osób, w tym b. dyrektor kopalni - oskarżonych o  fałszowanie dokumentów i odczytów z metanomierzy. Pierwsza skazana została Ewa K. – za ustawienie przetargu na likwidację ściany wydobywczej. 

Magnaci węglowi mają powiązania z politykami lewicy i prawicy. W publikacjach na ten temat pojawia się Europejska Korporacja Finansowa i spółka ROHA, należące do Roberta Hammerlinga. Któż u niego nie pracował – b. wojewoda śląski Marek Kempski z AWS  Bernard Szweda, b. szef Instytutu Lecha Wałęsy Marek Gumowski, ale także – „na drugą nóżkę” – b. wiceminister skarbu z SLD, Andrzej Szarawarski, i senator SLD Bogusław Mąsior. W wyniku kłopotów z prawem firmy pana Hammerlinga zniknęły.

 

„Ci, którzy tym biznesem węglowym kręcą, to mała, hermetyczna grupka byłych prominentów górnictwa. Liczy około 150 osób. Potracili stanowiska w wyniku zmian ekip rządzących górnictwem. Ale koledzy nie pozwolili im zginąć” – pisał „Dziennik” w roku 2007 („Mafia w kopalniach trzyma się mocno”, Sławomir Cichy i Tomasz Szymborski).   

 

Kmiecik i Blida

W roku 2006, w czasach ministra Ziobry, Prokuratura Okręgowa w Katowicach ogłosiła rozbicie mafii węglowej. 13 osób, w tym dyrektorzy kopalń „Budryk” i „Zofiówka”, dostało zarzuty przyjmowania łapówek, np. w formie wycieczek na Antarktydę, oraz prania brudnych pieniędzy. Wielki sukces dziwnie jednak zmalał i ostatecznie na ławę oskarżonych trafiły tylko cztery osoby: b. wiceprezes Rudzkiej Spółki Węglowej (miał przyjąć 420 tys. łapówki), b. prezes Nadwiślańskiej Spółki Węglowej (150 tys. łapówki), asystent Barbary Kmiecik, który miał łapówki rozdawać, i b. poseł AWS Henryk D., który miał pośredniczyć w przekazaniu 100 tys. dolarów ministrowi sportu w rządzie Buzka, Jackowi Dębskiemu (Dębski został zamordowany w 2001 r.). „Mafia węglowa czteroosobowa” – ironizowała „Gazeta Wyborcza”.

Wyodrębniony z tego śledztwa wątek, którym szczególnie interesowała się Warszawa,  dotyczył Barbary Kmiecik i jej przyjaciółki, byłej minister budownictwa i posłanki SLD Barbary Blidy.

 

Według prokuratorów, Blida miała pośredniczyć w przekazaniu 80 tys. zł łapówki od „Alexis” prezesowi Rudzkiej Spółki Węglowej, Zbigniewowi B., aby go nakłonić do umorzenia odsetek od rosnącego długu firmy Barbary Kmiecik. Z raportu sejmowej komisji śledczej, tzw. komisji Kalisza, wiemy jednak, że wcześniej Kmiecik była długo przetrzymywana w areszcie i nakłaniana przez funkcjonariuszy ABW do obciążenia Blidy, w zamian za co obiecywano jej bezkarność. Drugim źródłem tych rewelacji był b. poseł SLD Ryszard Zając, który wprawdzie nie miał nic wspólnego z biznesem węglowym, ale słyszał plotki i chętnie się nimi dzielił.

 

Zbigniew B. mówił mediom: „Kmiecik naciskała na mnie przez różnych ludzi, ale ja tych pieniędzy od Blidy nigdy nie dostałem”. Prokuratura nie znalazła żadnych dowodów przeciwko niemu. Pan B. zajął prestiżowe stanowisko szefa Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu. Również „Alexis” wyszła z opresji obronną ręką: w sprawie korupcji w ogóle nie postawiono jej zarzutów. Rok temu zaś została prawomocnie uniewinniona – ona i sześcioro pozostałych oskarżonych - w procesie o wyłudzenie 2 mln zł i usiłowanie wyłudzenia 700 tys. na naprawę szkód górniczych.

Skoro zatem zarówno pan B., jak i pani Kmiecik są w świetle prawa niewinni, czy mogła być winna Barbara Blida, która miała między tą parą pośredniczyć?  Była minister gospodarki popełniła samobójstwo w trakcie próby zatrzymania jej przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego 25 kwietnia 2007 roku.

 

Falenta i przyjaciele

Ściganie mafii węglowej przypomina walkę z ośmiornicą, której na miejsce odrąbanych macek natychmiast wyrastają nowe. Jerzy Markowski – kiedyś górnik, dyrektor kopalni, wiceminister gospodarki – powiedział „Dziennikowi Zachodniemu”: „Górnictwo, to niestety środowisko kryminogenne. Prawda jest taka, że to obszar opanowany przez firmy i instytucje zewnętrzne, które postanowiły na węglu zarobić. Ten proceder trwa od wielu lat”.

W czerwcu tego roku CBŚ rozbiło zorganizowaną grupę przestępczą, podejrzaną o oszustwa, wyłudzanie podatku VAT i pranie brudnych pieniędzy na kwotę 85 mln zł. Zatrzymano 10 osób ze spółki Składy Węgla, prowadzącej prawie 300 placówek w całym kraju. Podejrzani sprowadzali z Rosji i Kazachstanu marnej jakości węgiel i oferowali go jako polski. Współwłaścicielem Składów Węgla jest Marek Falenta, jeden z bohaterów głośnej afery podsłuchowej, który konsekwentnie twierdzi, że działał uczciwie, chciał tylko sprzedawać Polakom tani węgiel, a w nielegalne podsłuchiwanie polityków i biznesmenów wrabiają go służby specjalne. Falentę obciążają jednak zeznania kelnerów i Marcina W., dyrektora generalnego jego firmy, któremu postawiono 18 zarzutów, w tym zarzut kierowania grupą przestępczą, i który do dziś tkwi w areszcie.    

W reakcji na rosnący import taniego węgla potężne lobby górnicze żąda ustawowego zakazu sprowadzania tego towaru z zagranicy albo przynajmniej zmuszenia instytucji publicznych i firm państwowych, aby kupowały wyłącznie polski węgiel. Ale czy konkurencja z importu jest jedyną przyczyną problemów tej branży?

 

Garb na plecach

Ogromna większość naszych kopalń eksploatuje głęboko położone złoża, co oczywiście zwiększa koszty. „Nakręcają” je także relatywnie wysokie płace z rozmaitymi dodatkami. Silne związki zawodowe są w każdej chwili gotowe do marszu na Warszawę i użycia takich środków perswazji, jak kilofy, śruby i płonące opony. W ten sposób – wybijając szyby w Sejmie – wywalczono w roku 2005 przywileje emerytalne górników, kosztujące dziś budżet kilka miliardów rocznie. Kopalnie notorycznie nie płacą składek na ZUS. Nawet jeśli się zadłużą, liczą na kolejne oddłużenie na koszt podatnika.

W pierwszej połowie tego roku polskie górnictwo wygenerowało stratę 770 mln zł. Na dodatek ma długi sięgające kilkunastu miliardów! Jeśli dodamy do tego sieć pośredników śrubujących koszty i ceny, zasadne staje się pytanie, jak długo będziemy czekać na reformę, która wprowadzi do tej branży minimum racjonalności ekonomicznej.   

 

Źródło:

Justyna Zahorska Onet

Polityka prywatności