Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Koniec chińskiego cudu gospodarczego?

Zadłużenie i korupcja sprawiają, że azjatycki gigant się chwieje.

Od czasu, gdy w 2011 r. zacząłem pracę jako korespondent WSJ w Pekinie, Chiny przejęły od USA palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o aktywność handlową, i wyparły Japonię z pozycji drugiej największej gospodarki świata.

 

W tym czasie zyskały też potężnego pierwszego sekretarza, Xi Jinpinga, który ogłosił, że zamierza przebudować gospodarkę i rozprawić się z korupcją.

 

Dlaczego zatem, opuszczając Chiny po niemal czteroletnim pobycie, pesymistycznie oceniam przyszłość tego kraju?

 

Gdy tu przyjechałem, chiński PKB od niemal 30 lat rósł o 10% rocznie – to unikalne osiągnięcie w historii współczesnych gospodarek. Jednak teraz ta stopa wzrostu zbliża się do 7%. Biznesmeni i ekonomiści ostrzegają zresztą, że rządowe statystyki ekonomiczne są wiarygodne tylko, jeśli chodzi o ogólny trend, a ten jest ewidentnie spadkowy. Pozostaje pytanie, jak duży i jak szybki będzie ów spadek.

 

Moje obserwacje prowadzą do wniosku, że jesteśmy świadkami końca chińskiego cudu gospodarczego. Wreszcie zobaczyliśmy, w jakim stopniu rozkwit tego kraju był zależny od zasilanej długiem bańki nieruchomościowej i podszytych korupcją wydatków.

 

Większość chińskich miast, które odwiedziłem, otaczają osiedla wielkich, pustych apartamentowców. Dotyczy to szczególnie tzw. miast trzecio- i czwartorzędnych, czyli ok. 200 ośrodków, do których ludzie z Zachodu trafiają rzadko. Tymczasem to właśnie one odpowiadają za 70% sprzedaży mieszkań.

 

Przez ostatnie 20 lat nieruchomości stanowiły jeden z głównych motorów chińskiego wzrostu gospodarczego. Pod koniec lat 90. partia komunistyczna wreszcie pozwoliła obywatelom wykupywać mieszkania własnościowe i gospodarka ruszyła z kopyta. Ludzie zaczęli przelewać całe swoje oszczędności na rynek nieruchomości.

 

Za boom zapłacono długiem – zaciąganym przez samorządy, deweloperów i różne powiązane branże. MFW odnotował, że w ciągu minionych 50 lat, tylko 4 państwa doświadczyły takiego skoku zadłużenia, jak Chiny przez ostatnie 5 lat. Wszystkie one, w 3 lata od gwałtownego wzrostu kredytów, stanęły w obliczu kryzysu bankowego.

 

Chiny poszły za przykładem Japonii i Korei Południowej, wykorzystując eksport, aby wydobyć się z biedy. Jednak teraz ich rozmiar stał się ograniczeniem. Jako największy eksporter świata, ile jeszcze wzrostu mogą wycisnąć z handlu z USA czy Europą? Czy zatem powinny przestawić swoją gospodarkę na innowacyjność? Taka jest mantra wszystkich gospodarek rozwiniętych, ale rywale Chin mają wielką przewagę: ich struktura społeczna sprzyja indywidualizmowi oraz wolności myśli i przekonań.

 

Czy kampania Xi Jinpgina zdoła powstrzymać, albo przynajmniej ograniczyć, spowolnienie? Być może. Xi trzyma się klasycznego przepisu chińskich reformatorów: przebudować system finansowy tak, żeby zachęcał do podejmowania ryzyka, rozbić monopole, aby zwiększyć rolę prywatnych przedsiębiorstw, i bardziej polegać na wewnętrznej konsumpcji.

 

Jednak w Chinach nawet potężni przywódcy mają problem z przeforsowaniem swojej woli.

 

Jakiś czas temu pisałem o tym, jak rząd postanowił zmierzyć się z jednym prostym problemem: nadwyżką produkcji stali w otaczającej Pekin prowincji Hebei. Xi ostrzegł lokalnych urzędników, że ocena ich działań nie będzie już zależała wyłącznie od tego, o ile uda im się zwiększyć PKB, ale także od tego, czy osiągną różne cele ekologiczne.

 

Pod koniec 2013 r. w Hebei zorganizowano wydarzenie, które nazwano Operacja Niedziela. Władze wysłały ekipy wyburzające, aby zajęły się niszczeniem wielkich pieców w hutach. Walące się obiekty świetnie wyglądały w telewizji. Jednak potem okazało się, że zlikwidowane zakłady od dawna już nie funkcjonowały, więc wysadzenie ich nie miało żadnego wpływu na produkcję czy ekologię. Właściwie, wszystko wskazuje na to, że chiński przemysł stalowy pobije w tym roku kolejny rekord.

 

 

Na podst. The End of China’s Economic Miracle?, Bob Davis, The Wall Street Journal

Polityka prywatności