Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Błędne rozumienie „destrukcyjnej innowacji”

Prawdopodobnie najbardziej nadużywanym przez przedsiębiorców pojęciem jest disrupt („zakłócić”, rozumiane jako „wprowadzić przełomowy, destrukcyjny zamęt”).

Nowe firmy, odnosząc sukces, faktycznie mogą „zakłócić" branżę. Tak jak Amazon zakłóciła handel detaliczny książkami. Jej wejście spowodowało „awarię" dotychczasowych, z dawna ustalonych granic.


Aby nastąpił taki przełom:


1. produkty lub usługi nowej firmy musi preferować znaczna część rynku,


2. zasiedziali rywale nie mogą być w stanie na to odpowiedzieć, ani tego naśladować.


Gdy te warunki są spełnione, nowicjusz może uzyskać udział w rynku wystarczający, by zasiedziali stali się nieistotni.


Lecz taka destrukcja jest rzadka i nie jest konieczna, by odnieść sukces w przedsiębiorczości.


Weźmy Tesla Motors. Wciąż przekracza oczekiwania. Klienci kochają jej produkty. Konkurencja podnosi krzyk. Trudno o bardziej zwycięski startup w przemyśle samochodowym. Mówi się, że Tesla „zakłóca" ten przemysł, ale to nieprawda, w tym sensie, że nie zdobywa wystarczającego udziału w rynku, a dotychczasowa dominacja rywali nie znika.


Choć nie wierzę, by Tesla rozsadziła branżę, jej wpływ jest istotny i mogę przymknąć oczy na to, co o niej mówią.


Ale praktycznie każdy startup zachwala dziś swój plan biznesowy wedle szablonu: nowa firma „zakłóci" ustabilizowaną branżę za sprawą swej technologii lub modelu biznesowego.


Większości to się nie uda.


Jeśli odniosą sukces, to dlatego, że znajdą zaniedbany segment rynku, dostarczą świetny produkt, zgarną część udziału i będą miały dodatni przepływ gotówki.


To wielkie osiągnięcie, które zaowocuje tworzeniem wartości. Ale to nie jest „destrukcyjna innowacja".

 

 

Na podst. The Fallacy of 'Disruptive Innovation', Karl Urlich, The Wall Street Journal

Polityka prywatności