Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Największe zagrożenie dla miejsc pracy w USA: koszmar „współzawodnictwa”

Przewodnicząca Fed, Janet Yellen, zaczęła odchodzić od tradycyjnych zobowiązań banku centralnego, w kierunku czegoś bardziej mglistego. Dlatego ważne jest, aby zrozumieć nowy stosunek banku do jego dotychczasowego, podwójnego mandatu: stabilizowania cen i dążenia do pełnego zatrudnienia.

Na konferencji w Bostonie Yellen oświadczyła, że martwi ją rosnąca nierówność. Luka ta znów się poszerza, mimo ożywienia, które jednak jest zbyt powolne, podobnie jak poprawa na rynku pracy i wzrost płac. Ceny domów też nie wróciły do poziomu, który pozwoliłby odzyskać to, co straciła większość gospodarstw domowych, dla których dom jest głównym składnikiem majątku.


Jedna rzecz ma tu szczególne znaczenie: gdyby ożywienie było normalne, poprawie na rynku pracy towarzyszyłby automatycznie odpowiedni wzrost płac, w miarę jak kurczyłaby się liczba poszukujących zatrudnienia. Ale tak się nie dzieje.


Nowy cel Fed najlepiej określić nie jako „pełne zatrudnienie", ale jako „pełne płace". Na pierwszy rzut oka, to dziwnie, że szefowa Fed troszczy się o to, jak dystrybuowany jest dochód narodowy. Lecz, na wiele sposobów, „pełne płace" znajdują się na przecięciu obu tradycyjnych zobowiązań banku centralnego.


Wiele stanowisk pracy (wymagających średnich kwalifikacji), niegdyś gwarantowanych, teraz łatwo można outsourcować lub ludzi mogą zastąpić komputery i roboty. Nasila się zjawisko „współzawodniczenia" i to ono martwi Yellen. Jeśli Amerykanie muszą współzawodniczyć o pracę na poziomie międzynarodowym, rywalizują z tanimi pracownikami na całym świecie. To obniża ich siłę przetargową i ogranicza wzrost płac w USA.


Z kolei najlepiej zarabiający (na stanowiskach wymagających kreatywności i wysokich kwalifikacji) nie mają za granicą zbyt wielu tańszych konkurentów.


Czynniki, które za tym wszystkim stoją, zagrażają gospodarce USA. Jeśli będą ignorowane, degradacja klasy średniej, w najlepszym razie, wzmocni dysinflację i może być deflacjogenna. Wobec stagnacji płac, klasa średnia nie może zwiększać konsumpcji, chyba że na kredyt. Jeżeli „współzawodniczenie" nadal będzie podgryzać płace średnio kwalifikowanych pracowników, mogą one nawet zmaleć do poziomu międzynarodowego. To byłoby zabójcze dla konsumpcji i oczekiwań inflacyjnych, szczególnie w usługach, gdzie wiele miejsc pracy byłoby zagrożonych.


Jeśli obecna presja na płace się nie skończy, pracy może wystarczy (dla tych, którzy będą jej chcieli), ale konsumpcja będzie niższa, niż wcześniej. Deflacja szkodzi gospodarce, a najgorsza potrafi być deflacja płac. Wywiera ona presję na ceny, spada standard życia. Co gorsza, przy obecnym ożywieniu, zbyt duża część nowych stanowisk to praca w niepełnym wymiarze czasu.


Przez to Fed znajduje się w dziwnym położeniu. Zakłada się, że jej podwójny mandat obejmuje dwa odrębne zobowiązania, ale wygląda na to, że Yellen znalazła ich punkt przecięcia. Według niej, Fed ryzykuje, że nie osiągnie „pełnego zatrudnienia" i „stabilnych cen" bez uzyskania „pełnych płac".


Podejście Yellen nie wynika z „uczciwości" czy „równości", ale z dążenia do tego, by w USA powstało wystarczająco dużo miejsc pracy, które nie „współzawodniczą" i wywrą presję na wzrost płac.


Bitwa Yellen będzie trudna. Kurczenie się potencjału klasy średniej nie jest zjawiskiem, które łatwo zniknie i możliwe, że nadzwyczajne środki monetarne i niekonwencjonalna interwencja Fed staną się stopniowo normą.

 

 

Na podst. The Biggest Threat to U.S. Jobs: The "Contestability" Nightmare, Samuel Rines, nationalinterest.org

Zdjęcie: © Depositphotos.com/michaeljung

Polityka prywatności