Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

Polska czwarta od końca. Czy mamy kłopoty?

Z najnowszego „Raportu o rozwoju systemu finansowego w Polsce w 2013” NBP wynika, że relacja aktywów sektora bankowego do PKB na koniec 2013 r. wynosiła około 85%, podczas gdy w „starej” UE przeciętnie 345%, a grupie środkowoeuropejskiej złożonej z krajów członkowskich pozostających poza strefą euro: Polski, Czech, Węgier, Bułgarii i Rumunii, (CEE5) – 99%. Czy ta informacja ma jakieś znaczenie dla bezpieczeństwa i rozwoju banków w Polsce?

Kilka czynników wyjaśnia, dlaczego systemy bankowe w krajach naszego regionu cechuje niższy udział aktywów banków w PKB niż w krajach „starej" Unii. Sądzę, że mimo 25 lat przemian, ciągle odciska się dziedzictwo gospodarki centralnie planowanej, w której system finansowy służył głównie do rejestrowania procesów realnych. Wszystkie te kraje zaczęły z niskiego poziomu kredytu w relacji do PKB, a ponadto brakowało im specjalistycznej wiedzy, doświadczenia i nowoczesnych technologii. Ponadto, początkowo niedostateczna i ułomna była również regulacja, która wzbraniała różnych operacji, słabo zabezpieczała prawa wierzycieli i narzucała limity stóp procentowych. To się zmieniło i wszędzie system bankowy jest jasnym punktem gospodarki, ale po drodze nie omijały go kryzysy. Znaczna obecność międzynarodowych koncernów jest również czynnikiem, który ogranicza zasięg sektora bankowego; spółki matki często udzielają bezpośrednio kredytów swoim spółkom-córkom, kiedy angażują się w inwestycje bezpośrednie.


W całej Unii Polska ma czwarty od końca, najniższy wskaźnik wielkości sektora bankowego.[1] Wyższą relacje do PKB z nowych członków UE notowały: Łotwa – 124%, Czechy - 119%, Estonia – 114%, Bułgaria – 110% i Węgry – 106%. Niższy zaś wskaźnik miały Słowacja – 78%, Litwa – 65% i Rumunia – 57% PKB. I to mimo, że w ciągu ostatnich 10 lat ta relacja wzrosła o 20 punktów procentowych PKB. Po prostu, w innych krajach także się zwiększała w zbliżonym tempie, a niekiedy szybciej, np. na Węgrzech z 78% PKB a w czechach z 99% PKB w 2003 roku.


Czy to dobrze, czy to źle i ewentualnie pod jakim względem? Nie wiemy tego na razie i dlatego celowo nie napisałem, że „Polska jest w ogonie" albo „wyprzedzają nas takie kraje, jak". Kryteria wartościowania mogłyby być różne, ale skupię się tylko na jednym: wzroście gospodarczym.


Od dłuższego czasu ekonomia usiłuje ustalić, czy rozwój sytemu finansowego (bankowego) sprzyja wzrostowi gospodarczemu. Gdyby tak było, można byłoby normatywnie odpowiedzieć na postawione pytanie, że mały rozmiar systemu bankowego jest niekorzystny dla rozwoju Polski. Łańcuch przyczynowo-skutkowy może biec jednak w drugą stronę. Z klasyków, Joseph Schumpeter [2] argumentował, że sprawny system finansowy odgrywa istotną rolę we wspieraniu wzrostu gospodarczego kraju, gdyż dobrze funkcjonujące banki rozprzestrzeniają technologiczne innowacje, oferując przedsiębiorcom fundusze na rozwój nowych produktów i procesów produkcyjnych tym samym stymulując wzrost gospodarczy. Przeciwnego zdania była Joan Robinson [3] według której to wzrost gospodarczy stwarza popyt na instrumenty finansowe, zatem jest przyczyną rozwój sektora finansowego, a motorów wzrostu należy upatrywać gdzie indziej.


W teorii wymienia się różne argumenty dlaczego to system finansowy miałby być przyczyną wzrostu PKB. Banki komercyjne pośredniczą między oszczędzającymi (deponentami) i inwestorami, obniżając koszty alokacji wolnych środków w najbardziej zyskowne projekty. Dzięki temu następuje podział pracy – oszczędzający nie zajmują się poszukiwaniem odpowiednich inwestorów, lecz czyni to za nich bank. Banki redukują koszty zdobycia informacji o firmach i menadżerach tych firm dzięki czemu obniżają się koszty otrzymania pożyczek (transakcyjne), maleją także koszty monitorowania pożyczkobiorców. Ten sam aparat ludzki może przecież obsłużyć wiele umów i projektów, działają bowiem ekonomie skali. Ryzyko ulega rozproszeniu, gdyż środki jednej osoby są pożyczane wielu kredytobiorcom (np. każdy złoty z depozytu danej osoby „wędruje" do innego przedsiębiorstwa zamiast całość do jednego), więc plajta jednego kredytobiorcy staje się tylko kłopotem zamiast katastrofą w postaci utraty całych oszczędności, gdyby pojedynczy pożyczkodawca ulokował u niego dużą część swoich oszczędności. Wreszcie banki kreują płynność, więc ułatwiają transakcje kupna-sprzedaży. Czynią to przyjmując depozyty krótkoterminowe, np. na żądanie, a jednocześnie pożyczają je na długi okres.


Badania empiryczne potwierdzają pozytywny związek między rozwojem sektora finansowego a wzrostem gospodarczym, niemniej wskazują one raczej na korelację tych zjawisk niż na związek przyczynowo-skutkowy. Większość wyników potwierdza, że rozwój sektora wyprzedza wzrost gospodarczy, ale wcale niemała część wyników wskazuje na przeciwny układ. Jest to zatem problem z gatunku jajka i kury. Salomonowo zatem wypada zawyrokować, że następuje wzajemne wzmacnianie się obu procesów, zwłaszcza, że potwierdza to studium zrobione na próbie krajów w OECD.


Nie przejmowałbym się zatem zbytnio, że polski sektor bankowy wygląda na relatywnie mały na tle sektorów w krajach z naszego regionu. Sądząc po tym, że pod względem dynamiki PKB w ostatnich latach Polska lokuje się na czele stawki, jego „niedorozwój" (nie wiemy tak naprawdę, co to oznacza, ale przyjmijmy za metrykę wspomnianą na wstępie artykułu ważoną średnią w CEE5) nie wydaje się przeszkadzać w procesie wzrostu gospodarczego w naszym kraju. Zapewne o dynamice decydują inne czynniki. Ba, a może u nas to bardziej dynamika PKB ciągnie w górę system finansowy?


[1] Op. cit., Ramka 4.1.2 str. 120.
[2] Joseph Schumpeter, Teoria rozwoju gospodarczego, PWN, 1960, (oryg. Theorie der wirtschaftlichen Entwicklung, 1911).
[3] Joan Robinson, The generalization of the general theory, w: The Rate of Interest, and Other Essays. London, Macmillan, 1952, str. 67-142.

 

 

Źródło: dr hab. Maciej Krzak, Biznes.pl

Zdjęcie: Stock Photo

Polityka prywatności