Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij

„Akcje i obligacje nie są już wystarczająco dobre” – Wall Street

Hej, bogaci inwestorzy, nie mówcie, że nie zostaliście ostrzeżeni. Otóż wielkie, zarządzające aktywami firmy z Wall Street znalazły sposób na to, że inwestorzy nie chcą już dłużej płacić za dobieranie akcji lub obligacji. Ten sposób to „alternatywa”. Teraz cała para idzie w to, by uświadomić wam, że zdywersyfikowany portfel, który mało kosztuje, „dzisiaj nie wystarczy”.

Najnowszą wersję argumentu, że już „nie wystarczy", znalazłem w Investment News:


„W latach 70. inwestowanie niemal wyłącznie w akcje (dla ryzyka) i obligacje (dla bezpieczeństwa) miało dla inwestorów sens. Ale te dni dawno minęły, uważa Theodore Enders, starszy strateg inwestycyjny w Goldman Sachs Asset Management.


„To typowe, a nawet zrozumiałe, że myślenie o tolerancji ryzyka u inwestora bazuje na alokacji w akcje i obligacje, ale (...) dziś sprawy mają się zupełnie inaczej [niż w latach 70.] – powiedział w poniedziałek Enders podczas prezentacji na temat alternatywnych inwestycji, wygłoszonej na konferencji Investment Management Consultants Association w San Diego.


Odnosząc się do minionych już czasów inwestowania w stały przychód, kiedy rynek był, w dużej mierze, tworzony przez wysokiej jakości obligacje korporacyjne, Enders stwierdził, że inwestorzy nadal, gdy słyszą słowo „obligacja", myślą „bezpieczeństwo".


„Dzisiaj powinno się trzymać aktywa w portfelu ze względu na jakiś typ zwrotu, a to obejmuje alternatywę" – dodał".


Nawiasem mówiąc, lata 70. przywołuje się tu dlatego, że ten rodzaj długotrwałego, nieszczęsnego rynku niedźwiedzia świetnie pamięta obecny adresat tych zabiegów, czyli pokolenie powojennego wyżu demograficznego. To było doświadczenie, które uformowało tzw. boomersów, gdy wkraczali w dorosłość i wchodzili na rynek pracy, a wokół szalały inflacja i bezrobocie. To bardzo poruszające przypomnienie, gdy sprzedajesz coś, co ma być „bezpieczną przystanią".


Żeby nie było nieporozumień: nie mam zdecydowanej opinii (pozytywnej lub negatywnej) na temat sięgania po alternatywne inwestycje.


Z jednej strony, koncepcyjnej, portfel powinien mieć aspekty, które nawzajem się równoważą. Jeśli są one zapewnione po niskim koszcie i zgodnie z sensownymi oczekiwaniami, portfel może spełniać swe zadanie śpiewająco. Z drugiej strony, niskie koszty nie stanowią akurat najważniejszego powodu, dla którego forsuje się teraz te produkty. Powiedziałbym, że jest wręcz przeciwnie. Wall Street chce z powrotem wyrwać firmie Vanguard trochę udziału w rynku, a sposobem na to ma być obiecywanie gruszek na wierzbie: samych tylko zwyżek i żadnych spadków. Będą sprzedawać swój menedżerski rodowód, ekskluzywność i wyrafinowanie, czyli specjalność zakładu.


Odpowiedzią sprzedawcy na obecnego ducha czasów (niskie koszty utrzymania portfela) nie będzie coś podobnego, tylko dokładnie odwrotnego. A przekaz marketingowy będzie taki, że prostota nie jest wystarczająco dobra, gdyż, warunki A, B i C są teraz „inne". Tego rodzaju rozumowanie było częste w 2008 r., kiedy mówiono nam, iż mamy nową erę i strategia „kup i trzymaj" nigdy już nie będzie się sprawdzać. Co, oczywiście, od razu doprowadziło do największego „kup i trzymaj" rynku byka wszechczasów.


Do wszystkich tych werdyktów podchodźcie zatem sceptycznie. Nikt nie wie, czy portfel złożony z akcji i obligacji będzie jeszcze kiedykolwiek „wystarczająco dobry". Wiemy jedynie, że zawsze taki był.

 

 

Na podst. "Stocks and bonds aren't good enough anymore" – Wall Street, Joshua M. Brown, The Reformed Broker

Zdjęcie: © Depositphotos.com/eldorado3d

Polityka prywatności